
"
Wszystko zaczęło się kiedy profesor zrezygnował z wyniszczającej jego organizm chemioterapii. W czasie krótkiej rozmowy na sejmowym korytarzy zaproponował powrót do projektu sprzed kilku lat: wywiadu rzeki.(..) Kiedy nie miał siły przychodzić do parlamentu zaczęliśmy spotykać się w jego domu. Mimo postępującej choroby nie odpuszczał". wspomina Jan Osiecki
źródłoWszyscy wiemy kim był profesor Zbigniew Religa. Na pytanie czym się przysłużył też nikt nie będzie miał problemu z odpowiedzią. Ale jak wyglądała droga do wykonania przeszczepu serca? Jakie problemy trzeba było pokonać, jakie trudności?
Książka ta to obszerny wywiad z pionierem kardiochirurgii w Polsce. Książka o tym, że ciężką i uczciwą pracą można osiągnąć cel. O życiu prywatnym, o polityce, o pracy zawodowej. O spełnianiu marzeń, nałogach i chorobie.
O tym, jak młodego, świetnie zapowiadającego się lekarza na stażu, wysyła się do wojska do oddziału saperów. O lekarzu, który podwija rękawy, aby umyć salę przez operacją. O pielęgniarkach, które uczyły anestezjologów znieczulania do operacji oraz obsługi sprzętu.
W książce tej prof. Religa jawi się nam jako człowiek niezłomny, głęboko przekonany o słuszności swoich czynów, dla którego dobro drugiego człowieka zawsze było najważniejsze.
„Co się czuje, mając ludzkie serce w ręku?
[Profesor długo się zastanawia]. Chłód! To serce jest zimne, bo podczas przygotowywania do przeszczepu zostaje schłodzone do temperatury czterech – ośmiu stopni Celsjusza. Po prostu to jest kawałek mięsa. To, co najpiękniejsze, zaczyna się dziać później, gdy puści się krew.”
O początkach kardiochirurgii:
„Kiedy opowiada pan o tych trudnościach, z którymi musieli zmierzyć się lekarze, to włosy stają dęba. To były wręcz amatorskie czasy chirurgii w Polsce.
Zdecydowanie tak. Połowa rzeczy, które wówczas robiliśmy, dziś byłaby dla lekarzy nie do pomyślenia. Plastikowe dreny, które odprowadzają krew do pompy i utleniacza, powinny być używane tylko raz. My korzystaliśmy z nich trzydzieści, a nawet czterdzieści razy – granicą zużycia był moment, gdy zaczynały pękać.”
O przygotowaniach do przeszczepu:
„Przygotowania trwały dość długo, ponieważ było mnóstwo kłopotów. Na czele z tym, że jedyną osobą w klinice wykwalifikowaną do wykonania tej operacji byłem ja. Żaden z kolegów nie miał odpowiedniej wiedzy ani doświadczenia. Dla 95% zespołu kardiochirurgia była czymś zupełnie nowym.”
23. godzina pracy (Zabrze, 1987) fot. James Stanfield
O podejściu do śmierci:
"Mogę umrzeć w każdej chwili i nie stanowi to dla mnie żadnego problemu. (...) Gdybym umarł, po prostu nie byłoby mnie tutaj, w tym miejscu. Poza tym nie zmieniłoby się nic na świecie”.
Zbigniew Religa zawsze był dla mnie niezwykłą osobowością. W pełni mogę podpisać się pod słowami generała Jaruzelskiego, który tymi oto słowy opisał profesora:
„W mojej pamięci pozostaje jako osoba zasłużona dla polskiej medycyny, jako lekarz, który pionierskimi metodami uratował życie tysiącom ludzi, i jako polityk pragnący zreformować służbę zdrowia w trosce, ażeby wszyscy mieli sprawiedliwie zagwarantowany dostęp do leczenia”. [gen. W. Jaruzelski; Warszawa 3.II.2009]
Przy okazji warto wspomnieć o stronie polskieserce.pl promującej Fundację Rozwoju Kardiochirurgii w Zabrzu. Klikając raz dziennie w serduszko przyczyniamy się do rozwoju prac nad sztucznym polskim sercem. Nic nie kosztuje, a chociaż w minimalny sposób pomaga kontynuować innym prace zapoczątkowane przez profesora Religę.
Również część dochodu ze sprzedaży książki przeznaczona jest na rzecz Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii w Zabrzu.
Wielki Człowiek. Wielka Osobowość. Wielkie Czyny.
Polecam.